Zaznacz stronę

Dzisiejszy temat jakim są pierwsze kroki dziecka, zawsze wywołuje poruszenie i dyskusje. Dlaczego tak się dzieje? Naturalnie jak w wielu przypadkach wychowywania dzieci, co rodzic, to inna opinia – podobnie jeżeli chodzi o ekspertów. Na wstępie zatem, chciałbym podkreślić, że my z moją partnerką mamy szacunek do wszelakich opinii popartych argumentami, jednak mamy też własne zdanie na ten temat i swoje podejście do tematu, odnośnie stawiania pierwszych kroków przez Tymona.

Nasz syn pierwsze kroki stawiał po ukończeniu 9 miesięcy- teraz ma już prawie 11 i samodzielnie chodzi raz po raz uderzając w coś i upadając. Naturalnie staramy się go nie spuszczać z oka nawet na moment, jednak każdy rodzic wie, że upilnowanie dziecka w 100% jest praktycznie niemożliwe. Nie zmienia to jednak faktu, że strach i niepewność będzie nam jeszcze towarzyszyć przez pewien czas, gdyż im dalej w przyszłość – tym mniej upadków. Pocieszyło mnie również to, że nie tylko naszym przypadku tak jest, że dziecko zalicza sporo upadków a potem wiadomo… jest płacz. Oto kilka opinii z mojej ulubionej grupy na FB (rodzicielski hyde park) odnośnie pierwszych kroków dziecka.

Moja gwiazda też zaczęła stawiać pierwsze kroczki w okolicach 10msc, szło jej bardzo dobrze 😊 niestety przyszła choroba, szpital i praktycznie dobry tydzień spędziła tylko u mnie na rękach i musiała sobie przypominać od nowa. Na roczek już ładnie chodziła ale wiadomo nie można było spuścić z oka za bardzo i cały czas pól kroku za nią.

Lub

Mój syn miał ok 10 miesięcy jak zaczął stawiać pierwsze kroki. Kupiliśmy mu pchacz przy którym dreptał. Równe 3 dni od skończenia roczku poszedł sam i tak łazi i się obija o wszystko.

Czyli bardzo podobnie jak w naszym przypadku, aczkolwiek post z dreptaniem mnie rozbawił, bo pomimo tego, że brzmi tak „swojsko” to w skrócie idealnie przedstawia zjawisko nauki chodzenia przez nasze pociechy.

Zapewne sporo osób, które czyta bądź dopiero czytać będzie mój artykuł, zacznie zastanawiać się dlaczego moje dziecko nie chodzi, skoro ukończyło 10 miesięcy. Już odpowiadam – każde dziecko, podobnie jak rodzice jest inne i tutaj to naprawdę normalne, pozwolę sobie nawet zacytować post pewien post;

Moja córcia ma roczek i niestety nie chce jeszcze chodzić ale sama stoi.

A także;

14 miesięcy, pierwsze kroczki 14,5 miesiąca jak zaczęła chodzić już tak dość sprawnie i u nas jakoś mało było upadków, wcześniej odkąd skończyła rok sporo chodziła z pchaczem. I nie przypominam sobie żebym musiała za nią ciągle chodzić po domu. Ok 17-18 miesiąca już zaczynała wolno biegać. Każde dziecko ma inaczej z tymi upadkami, może jak zaczyna stosunkowo wcześnie chodzić to wtedy jest jeszcze mniej sprawne motorycznie i stąd więcej upadków, to taka moja teoria 🙂 także spokojnie z czasem będzie coraz sprawniej szło.

 

Odnośnie samego chodzenia już wszystko jasne. Teraz pytanie – czy używać wspomagaczy? (wspomagacze – mam na myśli chodziki, czy zabawki w których to dziecko może złapać się za rączki i pchać grające zabawki na kółkach). My osobiście ich nie używamy i używać nie będziemy. Podobno nie są one dobre w rozwoju dla dziecka, jednak idąc tym tokiem myślenia – dla naszego dziecka nic nie jest dobre, bo większość rzeczy jest negowana. Ja z kolei uważam, że gdy dziecko często sobie robi wędrówki w domowym zaciszu, to nic złego się nie stanie, gdy rodzic da go do chodzika na parę minut, by np. podgrzać zupę…

My jednak staramy się trzymać dziecko za jedną rękę, gdy próbuje wręcz biegać, jeżeli jednak postanowił samotnie wędrować, to tylko i wyłącznie asekurujemy przy upadkach, naszym zdaniem to najbardziej odpowiednie, lecz nie chcemy tutaj nakreślać nikomu z was, żadnych norm. Co do tego, czy dziecko ma uczyć się chodzić w bucikach czy na boso? Szczerze? U nas odbywa się to na boso lub w skarpetkach antypoślizgowych, co do bucików – pewnie przyjdzie na nie pora, teraz Tymon by je tylko zdejmował i samotnie ruszał przemierzać kolejne metry z kuchni do salonu.

Powoli zmierzam do głównego pytania mojego dzisiejszego artkułu – jak zachować ostrożność?

Moim zdaniem, nic nie daje 100% gwarancji, że uchronimy dziecko od upadku, bólu i płaczu – jednak czy w ten sposób, człowiek nie uczy się, jak uważać by nie zrobić sobie krzywdy? Tak działają instynkty i ludzka natura, dlatego uważam, że dziecko trzeba starannie obserwować i asekurować.

Widząc Tymona w akcji, mogę stwierdzić że nauczył się już upadać na tył i przód nie robiąc sobie kompletnie krzywdy, oczywiście nie obyło się wcześniej bez guza i płaczu, jednak potrafi. Pytając osób najbliższych jak wyglądało to u nich, było bardzo podobnie. Rzadko spotykam się z chodzikiem, jednak sporadycznie jeszcze są używane, lepiej jednak, aby rodzic poświęcił dziecku czas, w końcu pierwsze kroki są naprawdę wielkim wydarzeniem. Ja widząc pierwszy dreptanie mojej pociechy, byłem bardzo ale to bardzo szczęśliwy, teraz za każdym razem jestem szczęśliwszy, gdy przemierza coraz więcej metrów a upadając mogę go złapać – dzięki temu, niebawem będzie mógł pobiec do mnie i się przytulić.

Podsumowując – myślę, że to taka nagroda dla rodzica i jednocześnie prosty mechanizm, poświęca się dziecku czas, gdy ono uczy się chodzić, cierpliwie je asekurujemy, ono coraz częściej chce biec do nas, wkrótce gdy już potrafi, to po prostu biegnie się przytulić. Dla mnie to naprawdę super sprawa!