Zaznacz stronę

Dzisiejszy wpis jak łatwo się domyślić, będzie o tym kiedy należy kłaść naszego malucha na brzuszku. Tradycyjnie najpierw poruszę temat całkowicie jak ja to widzę z mojej strony, potem z kolei będę posiłkował się postami z grupy na FB Rodzicielski Hyde Park, by każdy z was mógł przeczytać, jak inni rodzicie podchodzą do tego tematu.

 

Wielokrotnie spotykałem się z opinią, iż leżenie na brzuszku jest bardzo ważne. Niezależnie czy źródłem tych informacji była opinia znajomych, lekarza czy Internet, informacja o tym, że zaraz po odpadnięciu kikuta pępowinowego należy nawet na kilka sekund, kłaść dziecko na brzuszku. W większości przypadków, dziecko tego bardzo nie lubi. Nie ma się jednak czemu dziwić, ponieważ głowa stanowi ¼ wagi ciała dziecka, dlatego nawet my dorośli, czulibyśmy się niekomfortowo leżąc na brzuszku, praktycznie z minimalnymi szansami na podniesienie głowy. Nie należy się jednak poddawać i próbować od pierwszych dni, naprawdę jest to bardzo ważne, by dziecko w przyszłości prawidłowo funkcjonowało.

 

Łatwo się jednak pisze, ponieważ ja kilkukrotnie spróbowałem dziecko położyć na brzuszku jednak w moment był płacz i ryk. Szybko rezygnowałem, bo bałem się, że mogę zrobić mu krzywdę, źle złapać, dotknąć, podnieść itp. Inaczej było jednak w przypadku mojej partnerki, która dość systematycznie w ciągu dnia podejmowała kolejne próby i to dzięki wysiłkom mojej dwójki, mogę teraz bez żadnych obaw położyć moje dziecko u siebie na brzuchu i cieszyć się jego długim podnoszeniem główki, uśmiechem oraz „gaworzeniem”.

 

Wspominałem jednak, o tym aby rodzic się nie zrażał i powtórzę to raz jeszcze. Nasza kochana pociecha praktycznie do 3 miesiąca nie radziła sobie zbyt rewelacyjnie, jednak teraz, gdy ma już prawie 4 miesiące widać znaczący postęp. Zapewne takich przypadków jak nasz kochany „bąk”” jest mnóstwo, dlatego nie należy nastawiać się, iż od razu będzie rewelacyjne podnoszenie główki bez jakiegokolwiek płaczu – nie ma tak łatwo!

 

Tak to wyglądało u nas – postanowiłem zapytać mam na grupie jak to było w ich przypadku i okazuje się, że bardzo podobnie. Kilka opinii było bardzo zbliżonych do:

 

„Ja dawałam tyle na ile wrzask mnie nie ugiął. Teraz ma 7 miesięcy i godzinami na brzuchu”.

 

Zatem wyznacznikiem, że już dość był płacz i niezadowolenie. Z czasem pojawia się ono po dłuższym czasie, dlatego znowu powtórzę – proszę rodziców o to by byli cierpliwi i nie rezygnowali! Należy również wszystko dokładnie monitorować, ponieważ jeżeli nie widać postępów należałoby to skonsultować z lekarzem. Jedna z pań potwierdziła, iż od najmłodszych lat to dla dziecka kara, przez co się poddawała. W konsekwencji dziecko nie raczkuje…

 

Podsumowując – każde dziecko jest inne. Jedno wymaga więcej czasu, drugie mniej – najważniejsze by rodzicie znaleźli w sobie olbrzymie pokłady cierpliwości, ponieważ to ona w tym przypadku prowadzi do sukcesu, a w tym przypadku sukces oznacza prawidłowy rozwój naszego kochanego dziecka.

 

Zatem powodzenia drodzy rodzicie!